Gender w kurniku


Dziś w kurniku zgiełk i hałas.
Wieści z grzędy mkną na grzędę.
Z zagranicy przyleciała
Kura – doktor nauk gender.

Feministka, wielka postać,
Brnie z kagankiem pośród czerni,
A jej słowa są jak chłosta
Dla drobiowej kołtunerii.

Szansa dla nas jest niezwykła!
Kontakt z wszystkich kur ozdobą!
Doktor dziś wygłosi wykład:
„Płci różnica to zabobon”.

Ptactwo zbiegło się z podwórza
Podniecone niesłychanie,
A największa grupa kurza
Z kogutami na parkanie.

– Powiem, jako doktorzyca –
Tak zaczyna dzielna Kura –
– Że mnie wcale nie zachwyca
Włóczyć się po takich dziurach.
Ta ciemnota i przesądy!
Czas rozerwać je na strzępy!
Wy nie wiecie (no bo skąd by?):
Jaja znosi ten, kto tępy!
Dalej kwoki, rzucić grzędę,
Wyrwać się z kurnika progów!
Wyzwolenie niesie gender!
Jaja może znosić kogut.
Świat przed wami jest do wzięcia
Jak ziarn wszelkich pełna misa.
Każda może znaleźć księcia…

– Najpierw natknie się na lisa! –
Tak z parkanu kogut wrzasnął.

Kura aż pobladła trochę.
– Ma pan głowę nazbyt ciasną!
Kołtun, łeb zakuty, moher!

– Lecz co z lisem? Z tym bandytą? –
Biegną głosy z każdej strony.

A uczona: Dość tym mitom!
Ciemny drób jest uprzedzony!
Wstyd, doprawdy! Średniowiecze!
Niech, kto winny się pokaja!

Na to skromna kwoczka rzecze:
– Ja to lubię znosić jaja.

Drwiący śmiech doktorę bierze:
– Znoście jaja! Znoście nudę!
Klepcie biedę i pacierze,
Tępcie lisy, bo są rude!
To nagonka, zaszczuwanie,
A nienawiść lic nie zdobi!
Lecz dla światłych mam przesłanie:
Stop okrutnej lisofobii!

Wstyd ogarnął drobiu stadko.
Kwoki kryją dziób przy płocie.
Poruszone mądrą gadką,
Nie chcą dłużej trwać w ciemnocie.

– Ach, to hasło nas upaja!
Pokój lisom, pokój wilkom!
Ale… wysiadujem jaja,
A kurczątek patrzeć tylko…

– Albo ora et labora,
Albo życie pełne uciech.
Jaja lisom oddać pora,
A przebaczą wam zaszczucie

To argument doktorzycy,
Która dumnie puszy pierze.
A tymczasem w okolicy
Całkiem bliskiej czyha zwierzę.

Oto kita, głowa, uszy
I ryżego połysk futra.
Słychać okrzyk z głębi duszy:
– Kura rasy Brahmaputra!
Mięsna kura, apetyczna.
Pióra długie łatwo skubać!
Lunch czy obiad, moja śliczna?
Co wybierasz, kurko luba?
Jesteś chyba bez uprzedzeń
Nie odwrócisz się ze wstrętem
Przejdźmy razem się za miedzę…

– Oto macie słów mych puentę! –
Tak doktora kończy wykład,
Dumna, że ma takie rwanie.
– Tolerancji bierzcie przykład!
Dzioby w górę, moje panie!

I za lisem hyc w łopiany.
– To się składa znakomicie,
Mój ty lisku ukochany,
Jestem też przy apetycie…
Oj, ratunku! Głupi kawał!
Czemu pan tak kły wyszczerza?
Miała smaczna być potrawa.
Tak się bawić nie zamierzam.
Nóż? Widelec? Groźne miny?!
Jestem jeszcze całkiem młoda!
Ja mam przecież imieniny!
W kalendarzu dziś jest środa!
Do kurnika idź pan zatem.
Jaj tam mają pełną grzędę.
Nie jedz kury z doktoratem!
Przybyłam tu głosić gender!
Świat dla transów! Świat dla gejów!
Nie ma różnic już od jutra!
Tole… – i to koniec dziejów
Kury rasy Brahmaputra.

Lis, gdy strawił tłustą kurę,
Napis kwokom wniósł przez dziurę:
„Tanio i o każdej porze
Kursy gender w lisiej norze”

Mamucha,
http://www.fronda.pl/blogi/pogaduchy-mamuchy/gender-w-kurniku,36757.html

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s